Steve Jobs, jedna z ikon informatycznego biznesu oraz szef szefów firmy Apple, zrezygnował dzisiaj ze stanowiska.
Wielu analityków finansowych, graczy giełdowych czy też nawet fanów firmy z Cupertino spodziewało się, że ten moment kiedyś nadejdzie. Jednak dla osób nie będących do końca w temacie, pewna panika, którą można wyczytać z niektórych ogłoszeń prasowych, jaka wynikła z tej wiadomości, może być niezrozumiała. Czy słusznie? Przecież szefowie różnych firm, nawet tych największych, kiedyś muszą odejsć. Bill Gates odszedł z Microsoftu, a ten nadal jakoś prosperuje.
Aby zrozumieć te obawy, uzasadnione czy nie, należy zrozumieć, że Steve Jobs nie jest byle jakim szefem. Wbrew pozorom tylko w niewielu przypadkach można postawić znak równości pomiędzy CEO danej firmy a samą firmą. Najczęściej CEO po prostu prowadzi biznes i nie pozwala mu upaść. W przypadku Apple było inaczej. Jobs nie tylko uratował tą firmę od upadku, ale też przez nią realizował swoją wizję cyfrowego świata. Jobs jest niezwykle drobiazgową osobą i mówi się, że nawet wewnętrzne komponenty urządzeń Apple, chociaż końcowi użytkownicy nigdy ich nie widzą, muszą być tak samo piękne i uporządkowane, jak widoczne komponenty. I chociaż Apple zatrudniło niesamowitą ilość grafików, designerów czy marketingowców, nad wszystykim i tak czuwał Steve. On nie tylko upewniał się, że wszystko idzie tak, jak powinno. On angażował się do większości przeprowadzanych czynności, zawsze trzymał rękę na pulsie. I to właśnie dlatego, w tym przypadku można powiedzieć, że Steve Jobs = Apple.
Domyślam się jednak, że to nie wystarczy, aby wyjaśnić niektórym dlaczego zdecydowana część użytkowników urządzeń Apple reaguje w taki, a nie inny sposób. I chociaż części osób nie przekona się nigdy i cały czas będą uważać, że fanboye Apple będą teraz płakać (co innego, że fanatycy Apple mogą coś takiego właśnie teraz robić), to może przynajmniej część osób zrozumie, że Apple ma historię o wiele dłuższą niż od ostatniego boomu na urządzonka spod znaku Apple. I praktycznie od zawsze, Jobs był częścią tej historii. Dlatego właśnie, część użytkowników urządzeń Apple nie tylko podziwia uwagę przyłożoną do każdego szczegółu w wykonaniu – od wystroju sklepu w którym kupiliśmy urządzenie, przez starannie przygotowane opakowanie, do niesamowitej funkcjonalności samego produktu – ale podziwia też osobę dzięki której to wszystko działa w taki sposób, w jaki działa. A szczególnie sprawa ma się właśnie tak w przypadku osób, które korzystały z komputerów Apple na długo przed nagłym wzrostem popularności tej firmy.
Jednak czy odejście Jobsa z Apple naprawdę jest taką tragedią? John Gruber, prowadzący blog Daring Fireball, uważa, że nie (wpis Resigned). Uważam podobnie. Wkład Stevea w Apple był ogromny i ciężko to zastąpić jednak decyzja na pewno nie była nieprzemyślana i na pewno Tim Cook, następca Stevea, na długo przed dzisiejszymi wydarzeniami, podejmował, lub przynajmniej miał bardzo duży wpływ, na decyzje podejmowane w Apple. Dlatego, chociaż wartość akcji Apple może drastycznie spaść, to jakość produktów powinna pozostać na tym samym poziomie – wybitnym. Co prawda Apple i konferencje WWDC nie będą już takie same bez charyzmatycznego człowieczka w czarnym sweterku i jeasnsach, ale należy pamiętać, że Steve ani nie umarł, ani nie odszedł z Apple na dobre (nadal pozostaje pracownikiem firmy). Po prostu będzie go coraz mniej widać.
Ciekawe artykuły na ten temat, jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej: