Archiwa

BBC News – Are language cops losing war against wrongly used words?

Stali bywalcy wiedzą, że interesuję się poprawnym używaniem słów i stosowaniem perfekcyjnej pisowni (chociaż oczywiście nie zawsze mi to wychodzi).

BBC opublikowało ciekawy artykuł na temat zmian w języku angielskim: BBC News – Are language cops losing war against wrongly used words?.

Kolejna aktualizacja „Mojej biblioteczki”

Niedawno po raz kolejny zaktualizowałem podstronę Moja biblioteczka. Osobom niezorientowanym podpowiem, że jest to strona gdzie gromadzę przeczytane przeze mnie książki, książki przeze mnie porzucone oraz planowane lektury.

Od teraz strona wskazuje też jaką książkę aktualnie czytam (a jest to drugi tom Zakonu Krańca Świata Kossakowskiej).

Przy okazji – sekcja „Książek planowanych” nadal jest o wiele za krótka! Potrzebuję Twojej pomocy w zapełnianiu jej – jeżeli znasz jakąś książkę, która mogłaby mi się spodobać, pisz do mnie!

Seven Samurai

Nawiązując jeszcze do tego wpisu, obejrzałem ostatnio film Siedmiu Samurajów (Shichinin no Samurai, Seven Samurai). Z tego co się dowiedziałem film jest ogólnie bardzo dobrze znany i należy do klasyki gatunku więc za publiczne przyznawanie się do tak późnego odkrycia go powinienem zostać zapewne powieszony.

Zaryzykuję jednak i przyznam się, że do filmu dotarłem dopiero teraz. I muszę powiedzieć, że jest niesamowity. Fakt, że jest stary i został nagrany w czerni i bieli dodaje tylko smaczku.

Polecam, polecam, polecam!

„Ablebleblebleble” w bardzo zwolnionym tempie

Mówcie co chcecie, ale niektóre z tych klipów są naprawdę zabawne!

Nagrane przez ekpię prowadzącą program Mythbusters.

Favorite videos – YouTube.

Trzy dobre filmy o samurajach

Ostatnie trzy wieczory spędziłem na obejrzeniu trzech Japońskich filmów opowiadających o historii samurajów. Tytuły to (kolejność w jakiej oglądałem):

  • The Twilight Samurai (Samuraj – Zmierzch, Tasogare Seibei)
  • When the Last Sword is Drawn (Ostatni Miecz, Mibu gishi den)
  • The Hidden Blade (Ukryte Ostrze, Kakushi ken oni no tsume)

Chociaż wszystkie filmy niesamowicie mi się podobały to najbardziej przypadł mi do gustu The Twilight Samurai, podczas gdy na drugim miejscu umieściłbym The Hidden Blade.

Uprzedzić tutaj muszę wszystkich chętnych do oglądania, że w filmach tych nie ma przesadnie dużo widowiskowych walk na miecze. O wiele więcej jest dialogów, przemyśleń i historii ówczesnej Japonii. Wszystkie filmy zawierają wątek o tym jak czas samurajów w końcu zaczynał się kończyć gdy zachód zaczął się rozwijać, a także o tym jak Japończycy zafascynowali się sztuką wojenną z zachodu.

Ja z kolei, po obejrzeniu tych filmów, zafascynowałem się wystrojem wnętrz. Mieszkania, nawet tych bogatych samurajów, były niesamowicie proste – każdy mebel miał jakąś funkcję. I wprost zakochałem się w lampionach używanych do oświetlania pokoi.

20120326-122253.jpgZ filmów tych można się wiele nauczyć. Są również bardzo przyjemną odskocznią od typowych produkcji z Hollywoodu gdzie film o samurajach kojarzy się z masową sieczką na katany. Dowiadujemy się z nich między innymi ile dla samuraja znaczył honor oraz, że możliwość popełnienia harakiri, czy też seppuku, naprawdę było przywilejem.

Gorąco polecam wszystkie trzy filmy. Najlepiej je chyba oglądać z napisami z oryginalnymi dialogami ponieważ dodaje to klimatu. Jeżeli ktoś zna filmy podobne, który mógłby mi polecić, proszę o kontakt :) Film Ostatni samuraj oczywiście widziałem ;)

Miesiąc bez Facebooka?

20120213-131618.jpg Facebook. Wydaje się, że to zwykła strona internetowa, którą od czasu do czasu odwiedzamy, na której zamieszczamy swoje zdjęcia, poprzez którą rozmawiamy ze swoimi znajomymi. Zadaj sobie jednak pytanie – jak często zaglądasz na tą stronę? Raz w tygodniu? Wątpię. Kilka razy w tygodniu? Myślę, że częściej. Codziennie? No, to już bliższe prawdy chociaż większość z nas sprawdza co nowego u znajomych raczej jeszcze częściej – kilka razy w ciągu jednego dnia.

Po zadaniu sobie tego pytania wpadłem na pewien pomysł, a mianowicie na pomysł eksperymentu. Otóż planuję sprawdzić jak bardzo nasze życie uzależniło się od tego serwisu. Jak zamierzam to zrobić? Facebook oferuje opcję tymczasowego wyłączenia konta. Zamierzam z tego skorzystać – na jeden miesiąc.

Co zamierzam sprawdzić?

Ogólnie mówiąc – jak bardzo jesteśmy od tego serwisu uzależnieni. Bardziej szczegółowo – chcę sprawdzić ilu moich znajomych tak bardzo polega na „systemie komunikacji Facebookowej”, że będzie miało problem ze skontaktowaniem się ze mną przez ten miesiąc (O, nie mogę wysłać Pawłowi wiadomości na fejsie, to wyślę mu maila. Ale zaraz, jaki on ma adres? E, to napiszę mu SMSa. Hmm, tylko gdzie ja podziałem jego numer…).

Inną ciekawą rzeczą do sprawdzenia będzie to ile ominie mnie przyjęć urodzinowych, wspólnych wypadów do pubu i innych. Bo przecież na Facebooku tak łatwo kogoś zaprosić, nie trzeba się nawet zbytnio zastanawiać kogo zapraszamy. Zaznaczamy parę ptaszków na odwal i wysyłamy wiadomość. Okaże się na które przyjęcia zostałem zaproszony „po prostu”, a na których przyjęciach naprawdę byłbym mile widziany ;-)

Znajomym z niebieskiego serwisu przypominam o podstronie Kontakt na tym blogu. Szczęśliwym przypadkiem miesiąc przerwy od Facebooka obejmie okres w którym muszę oddać parę zaliczeń na zajęcia, a więc wychodzi na pożyteczne z pożytecznym :-)

O ACTA. Ale z innego punktu widzenia

Z wiadomości, których słucham w radiu bądź czytam w serwisach internetowych, od kilku dni cała Polska protestuje przeciwko ACTA. Staram się nie poruszać na tym blogu kwestii politycznych (bo nie lubię ich komentować) dlatego też i tym razem powstrzymam się od komentarza. Niemniej, sprawa wydaje mi się interesująca pod innym kątem.

Otóż robiąc sobie dzisiaj śniadanie słuchałem audycji w radiu Tok.fm. Dziennikarka prowadząca audycję poruszyła kwestię, która i mnie nurtowała od jakiegoś czasu. A mianowicie: ciekawe ile z protestujących osób w ogóle przeczytało tą ustawę? Strzelałbym, że mniej niż 1% protestujących. Tutaj muszę się przyznać, że ja również jej nie przeczytałem, chociaż zamierzam się do tego zabrać dzisiaj czy jutro (praca licencjacka skutecznie ogranicza mój czas wolny).

Nie twierdzę tutaj, że protestujący robią źle protestując. Nie komentuję tutaj również treści ustawy – jak wspomniałem na początku, to nie jest blog polityczny i to w jaki sposób reaguję na wydarzenia tej natury nie są i nie będą tutaj opisywane (innymi słowy: to co sądzę o tej ustawie to moja sprawa) – ale zaskakujące jest to, jak łatwo wyciągnąć ludzi na ulice.

Wiem, że w Internecie jest masa filmików, które mają za zadanie wytłumaczyć istotę ACTA, i muszę powiedzieć, że są dość przejrzyste. Ale to nadal jest jedynie czyjaś interpretacja tej ustawy. A co gorsza – nie wiemy czyja. Nadal mimo wszystko nie usiedliśmy przy herbatce, nie odpaliliśmy laptopa i nie przeczytaliśmy samego papieru ustawy. Jedyne co czytamy to interpretacje, które, co jest równie interesujące chociaż niestety trochę przerażające, mogą być wzorowane na niedawno odroczonej legislacji Stanów Zjednoczonych (SOPA i PIPA). A skąd wiadomo, że te ustawy są podobne? Ja nie przeczytałem ani SOPA, ani PIPA ani ACTA ;>

Każdy uważa Internet za swoją własność i dlatego tak wiele ludzi agresywnie reaguje na ACTA (czy też wcześniej SOPA i PIPA). Czujemy, że odbiera nam się coś, co należy do nas. Odbiera bądź bardzo mocno ogranicza. I dobrze, że ludzie protestują (ops, jednak coś skomentowałem!). Pokazuje to, że ludzie nie zapominają, że w dużej gromadzie mają jakiś głos przeciwko decyzjom rządu. Na tym polega demokracja. I z tego co czytam, protestacje przebiegają w miarę spokojnie co cieszy jeszcze bardziej.

Co jednak mnie martwi, to to, że tych ludzi na ulicach do protestu nakłoniła czyjaś interpretacja ustawy, a nie ich własne przemyślenia. Przecież tak łatwo coś przeinaczyć, przekręcić w jakimś tam filmiku na YouTube. Przecież jest wielu ludzi, którzy dla dziwnej satysfakcji chcą wywołać chaos i zamieszanie. Do tego dochodzą ataki Anonimowych na strony internetowe rządu – dużo się dzieje, a więc każdy chce w tym uczestniczyć.

Co więc bym sugerował? Przeczytanie tej ustawy samodzielnie, na spokojnie. Następnie przemyślenie wszystkiego – samodzielnie – i wyrobienie sobie zdania na jej temat. Nie sugerujmy się niepotwierdzonymi interpretacjami, które używają ogólników zamiast twardych faktów z referencjami do ustawy. Dla zainteresowanych takim wyjściem właśnie (a więc i dla siebie) znalazłem dwa przydatne dokumenty:

  • ACTA Factsheet – skrócony opis ACTA, który obiecuje obiektywnie przedstawić skrócony opis ustawy, bez interpretacji (po angielsku).
  • Pełen tekst ACTA – pełna wersja ustawy, zawierająca 25 stron (po angielsku).

Potrafiłbyś opisać wschód słońca?

Wyobraź sobie na chwilkę, że spotykasz osobę z zupełnie innego wymiaru, osobę spoza naszego świata i wszechświata. Osoba ta, która nie zna niczego co ziemskie, pyta Cię jak wygląda wschód słońca i czym jest. Co odpowiadasz? Zastanów się dobrze zanim przeczytasz mój opis. Uważam, że takie opisywanie zjawisk tak dobrze nam znanych pozytywnie wpływa na nas, nasze postrzeganie świata i wrażliwość na jego wdzięki.

Już się zastanowiłeś? Jeżeli tak to przeczytaj moją propozycję.

Dla mnie wschód słońca jest nagłym przypływem fali pięknego światła. Fali, która leniwie rozlewa się po horyzoncie, przepędzając precz mrok. Fali, która daje nadzieję na lepszy dzień.

Fali, która po zetknięciu się z człowiekiem powoduje niespodziewany przypływ ciepła. Nie jednak zwykłego ciepła, które odczuwamy na skórze. Wewnętrznego ciepła, które czujemy głęboko w sobie, i które, podobnie jak światło wschodzącego słońca, powolną falą rozlewa się po naszym ciele. A gdy nas owe ciepło wypełnia po brzegi, powoduje uśmiech. Uśmiech, który promienieje radością i wywołuje inne uśmiechy.

Tak rzadko chce nam się wstać na tyle wcześnie, aby podziwiać wschód słońca. Jednak gdy przypadkiem, niechcący znajdziemy się we właściwym miejscu o właściwym czasie, widok ten, pomimo, że zawsze niby identyczny, zawsze jest inny. A to dlatego, że niesie ze sobą inne nadzieje i przegania inne smutki niż dzień wcześniej.

Napisałem kiedyś wiersz o tym w jaki sposób czas leczy rany. Sądziłem wtedy, że to jedyne lekarstwo na nasze smutki. Po części miałem rację, a po części się myliłem. Czas co prawda leczy rany, ale jest najbardziej brutalną formą lekarstwa. Zamknij załamanego człowieka w celi odciętej od świata, a albo zwariuje albo pogodzi się z bólem – tak czy siak pozbędzie się smutku.

Wschód słońca jest symbolem przemijania czasu, jednym z wielu. Przedmioty z którymi mamy do czynienia na co dzień najczęściej wcale tak jasno nie obrazują bezpowrotnego przemijania chwil, a czasem wręcz starają się tuszować ich przepływ przez oś czasu. Wyjątkiem tutaj mogą być zegarki jednak dawno już przestały być symbolem czasu – teraz służą nam wyłącznie do określania go. Kiedy Ty, drogi Czytelniku, ostatni raz pomyślałeś o tym, że czas mija bezpowrotnie gdy spojrzałeś na zegarek? Na pewno bardziej byłeś zajęty określeniem ile czasu masz do następnego spotkania. Jak my wszyscy.

Odbiegłem jednak delikatnie od tematu. Jak wspomniałem, wschód słońca jest symbolem przemijania czasu. Patrząc na niego zdajemy sobie sprawę, że każdy centymetr, które światło słońca zdobywa na horyzoncie odpowiada jakiejś ilości ziarenek piasku, które przesypały się z jednej bańki do drugiej w naszej klepsydrze życia.

Smutne? Niekoniecznie. Pokazuje to, że nie powinniśmy tracić czasu na przejmowanie się mdłymi smutkami i wykorzystać następny wschód słońca na uzbrojenie się w nową nadzieję. Pozwolić jego świetlistym promieniom przegnać smutki i mrok.

Wpis ten początkowo miał traktować jedynie o opisie wschodu słońca. Gdy zauważyłem, że trochę mnie poniosło i rozpisałem się, chciałem podzielić ten wpis na dwa. Zdałem sobie jednak sprawę, że na początku wpisu zadałem dwa pytania, nie jedno:

jak wygląda wschód słońca i czym jest?

Przypadkiem bo przypadkiem, choć szczęśliwym, wydaje mi się, że odpowiedziałem na oba pytania.

Bo święta to magiczny czas

I nie pozwól, aby ktoś mówił Ci inaczej.

Święta to czas gdzie wszystko wygląda inaczej. Pachnie inaczej. Brzmi inaczej. To czas kiedy kolędy mają sens istnienia. Kiedy śnieg jest bielszy niż kiedykolwiek, a lampki na drzewach dorównują pięknem wiosennej polanie wypełnionej zieloną trawą i radującym się z życia wiosennym przybytkiem. To czas kiedy zwykły uśmiech obdarowanego przez nas prezentem drugiego człowieka wynagradza trud i koszty. To naprawdę magiczny czas. Ale jedynie wtedy, gdy pozwolimy mu być magicznym.

Mi święta od kiedy pamiętam kojarzą się z jedną sceną. Siedzę na ziemi przy oknie balkonowym jako mały szkrab i wyglądam przez okno na wieczorną ulicę spowitą w pomarańczowym blasku świateł latarnii, trochę wybielonych przez prószący delikatnie śnieg. W salonie w którym siedzę przebywa cała moja rodzina i rozmawia na dorosłe tematy – tematy, których wtedy nie rozumiałem. Nie było mi to jednak potrzebne. Podświadomie odczuwałem tę magiczną atmosferę świąt, wpatrując się w ulicę pokrytą śniegiem mimowolnie słuchając dorosłych spraw. I uśmiechałem się.

Wesołych świąt wszystkim!

Cisza, cicho-sza…

I kolejny raz cisza na blogu. I kolejny raz mam dobre wytłumaczenie :>

Zaliczenia na uniwersytecie zajmują większość mojego wolnego czasu. Parę dni temu oddałem jeden stosunkowo ciężki raport na 2500 słów, a teraz czeka mnie inny, trochę może lżejszy, na 2000 oraz pierwsza część pracy licencjackiej. Oba zaliczenia musimy oddać dopiero na początku stycznia, ale jako, że będę wtedy w Polsce to wolę większość napisać przed zbliżającym się wylotem do ojczyzny, aby mieć spokojne święta i wystrzałowego sylwestra ;-)

Nie znaczy to jednak, że zawieszam bloga. Nadal mam ochotę pisać. Gorzej jest z czasem. Ale to powinno minąć… z czasem ;-)