Konsumpcjonizm? Nie sądzę
Do napisania tych słów zainspirowała mnie ta piosenka Ayo.
Jak często słyszysz, że zbyt często ulegamy pokusom i kupujemy rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy? Tego typu słowa padają prawie codziennie. Elektronika, gadżety, biżuteria, markowe ubrania… Słuchając tej piosenki zacząłem się nad tym zastanawiać – czy my naprawdę jesteśmy tacy źli ulegając tym pokusom?
Zaznaczę tutaj, że z generalnym przesłaniem piosenki się zgadzam, a utwory tej artystki bardzo lubię. Studia nauczyły mnie jednak, aby starać się podchodzić sceptycznie do wszystkiego co się słyszy, szczególnie jeżeli powtarza to wiele ludzi. A więc – czy naprawdę jesteśmy złymi istotami, którzy nie potrafią się opanować?
Nie mam żadnych danych, które przedstawiałyby ilość pieniędzy rocznie wydawanych na zakupy niekoniecznie nam do życia potrzebne, ale myślę, że dane są zbędne. Możemy zgadywać, że ta liczba jest ogromna i, że jest to dość prawdopodobne, aby ta liczba miała tendencję wzrostową.
Zastanawia mnie inny fakt. Interesuję się dość mocno psychologią i lubię przeczytać dobrą książkę na temat technik wpływania na ludzi czy mowy ciała. Czytając o tym wszystkim o wiele łatwiej zobaczyć w jaki sposób twórcy reklam starają się nas atakować. Każdy z nas chyba zna kogoś kto twierdzi, że „reklamy na niego nie działają”. Oczywiście, że działają i to mocniej niż sądzi – bo nie zdaje sobie nawet z tego sprawy.
Co ciekawe, znajomość tych technik jedynie w małym stopniu zwiększa odporność na nie. Najczęściej wygląda to tak, że jestem świadom, że sprzedawca próbuje wcisnąć mi coś, co nie jest mi tak naprawdę potrzebne, ale techniki, którymi się posłużył już dawno na mnie wpłynęły i nie jestem w stanie myśleć obiektywnie – oferta mimo wszystko wydaje mi się kusząca. Dzieje się tak ponieważ te techniki wpływają na nasze podstawowe odruchy, uniwersalne dla większości ludzi (nieznacznie różniące się między kulturami). Dlatego należy postawić pytanie – czy powinniśmy za coś złego uważać to, że ktoś ulega tak sprytnie obmyślanym trikom, które powodują, że jeszcze zanim świadomie zastanowimy się czy naprawdę potrzebujemy dokonać danego zakupu, podświadomie już ten przedmiot kupiliśmy? Mogę się założyć, że w czasach prehistorycznych nasi przodkowie też woleli nosić ze sobą ładniutką, nowiutką maczugę z dobrego drewna, niż, zwykłą, trochę zużytą.
Tak więc czy jesteśmy winni temu, że kupujemy tyle przedmiotów? Czy naprawdę jest to znak degradacji społeczeństwa i wartości przez nas wyznawanych? Ktoś może powiedzieć, że tak – tym trikom można się przeciwstawić, tym bardziej, że wystarczy przeczytać jedną książkę, aby mieć o nich jako takie pojęcie.
Zgadzam się. Tylko nie mówmy wtedy o erze konsumpcjonizmu bo uważam to za niesprawiedliwość. Nazywajmy rzeczy po imieniu – znajdujemy się w erze gdzie wiadomo o człowieku i sposobach jego zachowania tak dużo, że musimy przeciwstawiać się własnej naturze i codziennie toczyć walkę z wewnętrznym ja. Możemy to w skrócie nazywać erą konsumpcjonizmu, ale ważne by wiedzieć co się za tym słowem kryje.

