Potrafiłbyś opisać wschód słońca?

Wyobraź sobie na chwilkę, że spotykasz osobę z zupełnie innego wymiaru, osobę spoza naszego świata i wszechświata. Osoba ta, która nie zna niczego co ziemskie, pyta Cię jak wygląda wschód słońca i czym jest. Co odpowiadasz? Zastanów się dobrze zanim przeczytasz mój opis. Uważam, że takie opisywanie zjawisk tak dobrze nam znanych pozytywnie wpływa na nas, nasze postrzeganie świata i wrażliwość na jego wdzięki.

Już się zastanowiłeś? Jeżeli tak to przeczytaj moją propozycję.

Dla mnie wschód słońca jest nagłym przypływem fali pięknego światła. Fali, która leniwie rozlewa się po horyzoncie, przepędzając precz mrok. Fali, która daje nadzieję na lepszy dzień.

Fali, która po zetknięciu się z człowiekiem powoduje niespodziewany przypływ ciepła. Nie jednak zwykłego ciepła, które odczuwamy na skórze. Wewnętrznego ciepła, które czujemy głęboko w sobie, i które, podobnie jak światło wschodzącego słońca, powolną falą rozlewa się po naszym ciele. A gdy nas owe ciepło wypełnia po brzegi, powoduje uśmiech. Uśmiech, który promienieje radością i wywołuje inne uśmiechy.

Tak rzadko chce nam się wstać na tyle wcześnie, aby podziwiać wschód słońca. Jednak gdy przypadkiem, niechcący znajdziemy się we właściwym miejscu o właściwym czasie, widok ten, pomimo, że zawsze niby identyczny, zawsze jest inny. A to dlatego, że niesie ze sobą inne nadzieje i przegania inne smutki niż dzień wcześniej.

Napisałem kiedyś wiersz o tym w jaki sposób czas leczy rany. Sądziłem wtedy, że to jedyne lekarstwo na nasze smutki. Po części miałem rację, a po części się myliłem. Czas co prawda leczy rany, ale jest najbardziej brutalną formą lekarstwa. Zamknij załamanego człowieka w celi odciętej od świata, a albo zwariuje albo pogodzi się z bólem – tak czy siak pozbędzie się smutku.

Wschód słońca jest symbolem przemijania czasu, jednym z wielu. Przedmioty z którymi mamy do czynienia na co dzień najczęściej wcale tak jasno nie obrazują bezpowrotnego przemijania chwil, a czasem wręcz starają się tuszować ich przepływ przez oś czasu. Wyjątkiem tutaj mogą być zegarki jednak dawno już przestały być symbolem czasu – teraz służą nam wyłącznie do określania go. Kiedy Ty, drogi Czytelniku, ostatni raz pomyślałeś o tym, że czas mija bezpowrotnie gdy spojrzałeś na zegarek? Na pewno bardziej byłeś zajęty określeniem ile czasu masz do następnego spotkania. Jak my wszyscy.

Odbiegłem jednak delikatnie od tematu. Jak wspomniałem, wschód słońca jest symbolem przemijania czasu. Patrząc na niego zdajemy sobie sprawę, że każdy centymetr, które światło słońca zdobywa na horyzoncie odpowiada jakiejś ilości ziarenek piasku, które przesypały się z jednej bańki do drugiej w naszej klepsydrze życia.

Smutne? Niekoniecznie. Pokazuje to, że nie powinniśmy tracić czasu na przejmowanie się mdłymi smutkami i wykorzystać następny wschód słońca na uzbrojenie się w nową nadzieję. Pozwolić jego świetlistym promieniom przegnać smutki i mrok.

Wpis ten początkowo miał traktować jedynie o opisie wschodu słońca. Gdy zauważyłem, że trochę mnie poniosło i rozpisałem się, chciałem podzielić ten wpis na dwa. Zdałem sobie jednak sprawę, że na początku wpisu zadałem dwa pytania, nie jedno:

jak wygląda wschód słońca i czym jest?

Przypadkiem bo przypadkiem, choć szczęśliwym, wydaje mi się, że odpowiedziałem na oba pytania.